sobota, 22 marca 2014

Pisząc na fejsie swoje zażalenie na życie jesteś fajniejszy! /każdy kto Ci mówi że masz coś brzydkiego na pewno Ci zazdrości!


       Tym razem post jest inspirowany wszystkimi (może nie wszystkimi, ale większością) internautami korzystającymi z facebooka. I przejdę od razu do tego jakie to posty. Trochę to śmieszne widzieć co 5 sekund posty np. "Jedna żyletka,jedna żyła.Jedno życie, jedna chwila". A tym bardziej jeśli widzisz je od osób, które są od Ciebie starsze. Po raz kolejny to piszę: nie każdego to obchodzi, nie każdy się Tobą interesuje. Rozumiem, tablica jest po to żeby udostępniać swoje myśli/odczucia/wspomnienia itd., ale wstawianie takich postów nagina nie dosyć, że Waszą prywatność to jeszcze sprawia, że nasz (osób które też korzystają z tego portalu i lubią swobodne poruszanie się w sieci) facebook jest zawalony. Dlatego ogarnijcie się i ograniczcie to do minimum, może to Wasze jakieś takie uzależnienie? Nie wiem..
       Druga część posta inspirowana jak zwykle moimi kochanymi pierwszoklasistkami, które uważają, że jeśli ktoś powie, że mają coś brzydkiego to im zazdrości. Wstawiając zdjęcie oficerek i podpisując je jako "w końcu mam glany", narażone jesteście na to, że ktoś skomentuje, bo po pierwsze są i gusta i guściki, a po drugie jeśli ktoś wie, że to nie są glany to raczej zorientuje się od razu. No ale i tak pamiętajcie, że jak Wam powiem, że np. jesteście idiotkami i Wasza wiedza jest znikoma to tak na prawdę uważam, że jesteście super mega fajne i macie tyle wiedzy co nikt na tym świecie i zwyczajnie wam zazdroszczę.
       Dziś źle się czuje, może dlatego ten post wygląda na wymuszony, ale dzięki temu napiszę trzecią część posta, której nie nadam tytułu bo byłby za długi. Ta część będzie mini kursem wiary w siebie, której mi często brakuje. W pewności siebie wyróżniamy kilka żelaznych zasad. Jedną z takich zasad jest nauka mówienia "nie" samemu sobie lub komuś jeśli czegoś nie chcemy. Musimy panować nad naszą asertywnością. Może to brzmi śmiesznie, ale napisz listę rzeczy, które Ci się w sobie nie podobają, będziesz mieć wszystko "czarno na białym" i sam/sama zdołasz poznać siebie. Ja taką listę trzymam u siebie w pamiętniku i kiedy mam swoje mini napady agresji (w szkole nie robię tego, ale np. w domu) to patrzę na tą listę i staram się wszystko ustabilizować. Mam nadzieję, że w jakiś tam sposób Wam pomogłam. To tyle jak na tą chwilę, może później zrobię FAQ czy coś:)


xoxo,
Martyna.

środa, 19 marca 2014

Czym jest emo i trochę o pseudo-emo. /Masz przedziałek jesteś satanistą/tką.

       Kolejna dziwna notka, choć jeszcze nawet nie wpisałam tytułu posta, a pewnie zaraz go wpiszę bo jestem na tyle genialna, że piszę co się dzieje w danej chwili. To jest serio dziwne.. WPADŁAM NA POMYSŁ POSTA! (Tak, tak kolejny inspirowany pierwszoklasistkami mojego gimnazjum)
       Szukając tematu przypomniała mi się sytuacja z zeszłego tygodnia i od tego czasu przechodząc koło jednej dziewczyny sama z siebie zaczynam mówić "emoemoemo" mówię coś i nagle patrzę i "emo". Jakbym miała tourette'a.. Komiczne, ale prawdziwe. Zacznę od obalenia mitu czym jest emo. Emo jest to skrót od emo core (emotional hardcore). Nie jest to subkultura ani nie jest to firma (no nie wiem skąd się takie głupoty biorą). Emo to gatunek muzyki i nie mamy prawa mieszać go z subkulturą :) Skoro emo to muzyka, to dlaczego wszyscy mówią "emo" na ludzi? Otóż dlatego, że jak zwykle są osoby "pseudo" i takie osoby nie wiedząc, że stylem/subkulturą jest scene przekazują dalej "emo". Trochę zabawny post, bo moja klasa też się z tego śmieje, ale np. mnie to irytuje, bo długi czas bardzo się tym fascynowałam. Wspomniałam tu o scene (czytaj sin) jest mieszanką gotów, cybergotów i punków tworząc rzekomo "oryginalny" choć według mnie przereklamowany i wtapiający się w szary tłum ludzi styl. Nikogo nie obrażając oczywiście! Jakiś czas temu były dwie popularne blogerki Mimi i Demeria (wtedy Brutapantherr), każda z nich zmieniła swój styl, ale na ich przykładzie można było jasno pokazać odmienności stylu scene, że są rzeczy i ciemne i kolorowe, paskowane, kropkowane, no przeróżne. Chciałabym też omówić pseudo-"emo". Charakteryzują się tym, że są w wiecznej depresji, ubierają się na czarno, ich hobby to cięcie się, a najczęstszą powielaną irytującą rzeczą jest ich orientacja. Aż 90% pseudo-"emo"uważa się za biseksualistów bądź homoseksualistów. Rozumiem, jest wiele gejów tudzież lesbijek wśród tej subkultury, ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka bo to jest zupełnie bez sensowne. Kolejna sprawa to moje nowe motto przewodnie "masz przedziałek jesteś satanistką". Od dłuższego czasu nie czeszę grzywki, a przedziałek, nigdy nie spinam włosów, bo po prostu nie lubię. Co najśmieszniejsze? dzięki temu dowiedziałam się, że jestem satanistką! Gimnazjalistki (znów pierwsze klasy!) wykłócają się na tablicach facebooka i raz czytając jedną rozmowę doczytałam się, że mając przedziałek jesteś satanistą/tką. Tylko co ma fryzura do tego w co wierzysz bądź nie? Tak samo było tam, że jeśli znasz jedną piosenkę Miley Cyrus to powinnaś pożegnać się z metalem, bo jak to wygląda. Sama lubię metal (nie wszystkie gatunki) i core'y, ale czy to znaczy, że nie mogę już przesłuchać/kojarzyć nawet jednej piosenki? No człowiek powinien się zachlastać.. A tym bardziej, że muzyka jest stworzona po to by pozwolić nam się realizować i przede wszystkim po to żeby łączyć ludzi.. Czy jeśli ktoś słucha Justina Bieber'a czy Weekend'u czy jest gorszy? Bo ja nadal nie widzę w tym sensu..
       Po raz kolejny props dla wytrzymałych bo tym razem mamy 2:26, a moja składnia/spójność/ortografia w dalszym ciągu leży i śpi.


xoxo,
Martyna:)

wtorek, 18 marca 2014

Tak w sumie 66 ale kto by to liczył../ Pseudo-bulimiczki/pseudo-anorektyczki.

     Patrząc na styl pisania w ubiegłym roku mogę stwierdzić, że jestem zupełnie inną osobą. Poczynając od wyrzeknięcia się tego co tam jest zaczynam kolejny raz pisać bloga, który znając życie dziennie odwiedzają może 2 osoby, o ile aż tyle! No więc to na tyle z pierwszego akapitu.
     Notkę piszę dlatego, że dostałam w sumie sugestię na asku od anonimowej osoby. Nie wiem kompletnie co mam pisać, może jakieś przemyślenia? (I w tej właśnie chwili wpadłam na pomysł tematu tego posta). Chciałabym napisać o pseudo-anorektyczkach i pseudo-bulimiczkach no i tematem pobocznym będzie szpan gimnazjum na okaleczenia. Wiele razy od września słyszałam od osób z mojej szkoły (najczęściej były to pierwszoklasistki naszego gimnazjum, oczywiście nikogo nie urażając) o tym jak ciężko pokrzywdzone są przez życie i jakich to one problemów nie mają, że są grube, podłe, ohydne. Jeśli tak o sobie uważacie to w porządku! nikt nic do tego nie ma, bo samej zdarzy mi się powiedzieć, że jestem gruba, choć wiem, że są osoby grubsze czy też otyłe. Pierwsze co chciałabym omówić to pseudo-anorektyczki, które nie jedzą wcale (przynajmniej zrzekają się że tak jest) a po za szkołą często można je zobaczyć z jakąś słodkością w ręce, co wygląda trochę komicznie jak się stresują jedząc przy nas. Nie wiem czy przez to starają się być lepsze? no nie mam pojęcia.. Sama stosując dietę (dieta cud ze slodyczami) jem trochę mniej, odliczając w domu kcal, bo mam taką możliwość dzięki komputerowi z windows 8.1 który sam instaluje appkę "zdrowie i kondycja". Oczywiście prócz ograniczania się z jedzeniem tańczę (ćwiczę), bo nie rozumiem sensu głodówek jeśli ktoś nie ćwiczy. Do tego jesteście dalekie sportom, a takie z Was "anorektyczki". Anorektyczka reaguje trochę jak alkoholik, jest uzależniona od chudnięcia (alkoholik jak wiadomo od alkoholu) i ruchu. Dlatego nie rozumiem co w tym fajnego. Coś podobnego jest z pseudo-bulimiczkami, tylko że tu jest opychanie się i świadome wymuszanie wymiotów. Oczywiście mając bulimię i nawet nie starając się z niej wyjść, musimy liczyć się z tym, że nasze zęby przez te częste wymiotowanie będą brzydkie i zżółkniałe, a co to za kobieta w dzisiejszych czasach z brzydkimi zębami?:) Chyba każdy z nas o swój uśmiech dba i chce wyglądać jak najlepiej (może dlatego jestem aparatką). Identycznie jest z modą na okaleczanie się. Gimnazjalistki żalą się że mają problemy w życiu ( gdzie"problem"= brak nowych butów/telefonu) i że się kaleczą. Bez bandaża na ręce by się nie obyło, bo przecież nikt by się nie dowiedział!
     Trochę jestem zmęczona, bo jest 11 po 2 w nocy, a składnia mojego zdania/ ortografia chyba już pada więc dla cierpliwych, wyrozumiałych i przede wszystkim wytrzymałych wielkie propsy:)
xoxo,
Martyna :)

Prawie forum dyskusyjne