środa, 19 marca 2014

Czym jest emo i trochę o pseudo-emo. /Masz przedziałek jesteś satanistą/tką.

       Kolejna dziwna notka, choć jeszcze nawet nie wpisałam tytułu posta, a pewnie zaraz go wpiszę bo jestem na tyle genialna, że piszę co się dzieje w danej chwili. To jest serio dziwne.. WPADŁAM NA POMYSŁ POSTA! (Tak, tak kolejny inspirowany pierwszoklasistkami mojego gimnazjum)
       Szukając tematu przypomniała mi się sytuacja z zeszłego tygodnia i od tego czasu przechodząc koło jednej dziewczyny sama z siebie zaczynam mówić "emoemoemo" mówię coś i nagle patrzę i "emo". Jakbym miała tourette'a.. Komiczne, ale prawdziwe. Zacznę od obalenia mitu czym jest emo. Emo jest to skrót od emo core (emotional hardcore). Nie jest to subkultura ani nie jest to firma (no nie wiem skąd się takie głupoty biorą). Emo to gatunek muzyki i nie mamy prawa mieszać go z subkulturą :) Skoro emo to muzyka, to dlaczego wszyscy mówią "emo" na ludzi? Otóż dlatego, że jak zwykle są osoby "pseudo" i takie osoby nie wiedząc, że stylem/subkulturą jest scene przekazują dalej "emo". Trochę zabawny post, bo moja klasa też się z tego śmieje, ale np. mnie to irytuje, bo długi czas bardzo się tym fascynowałam. Wspomniałam tu o scene (czytaj sin) jest mieszanką gotów, cybergotów i punków tworząc rzekomo "oryginalny" choć według mnie przereklamowany i wtapiający się w szary tłum ludzi styl. Nikogo nie obrażając oczywiście! Jakiś czas temu były dwie popularne blogerki Mimi i Demeria (wtedy Brutapantherr), każda z nich zmieniła swój styl, ale na ich przykładzie można było jasno pokazać odmienności stylu scene, że są rzeczy i ciemne i kolorowe, paskowane, kropkowane, no przeróżne. Chciałabym też omówić pseudo-"emo". Charakteryzują się tym, że są w wiecznej depresji, ubierają się na czarno, ich hobby to cięcie się, a najczęstszą powielaną irytującą rzeczą jest ich orientacja. Aż 90% pseudo-"emo"uważa się za biseksualistów bądź homoseksualistów. Rozumiem, jest wiele gejów tudzież lesbijek wśród tej subkultury, ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka bo to jest zupełnie bez sensowne. Kolejna sprawa to moje nowe motto przewodnie "masz przedziałek jesteś satanistką". Od dłuższego czasu nie czeszę grzywki, a przedziałek, nigdy nie spinam włosów, bo po prostu nie lubię. Co najśmieszniejsze? dzięki temu dowiedziałam się, że jestem satanistką! Gimnazjalistki (znów pierwsze klasy!) wykłócają się na tablicach facebooka i raz czytając jedną rozmowę doczytałam się, że mając przedziałek jesteś satanistą/tką. Tylko co ma fryzura do tego w co wierzysz bądź nie? Tak samo było tam, że jeśli znasz jedną piosenkę Miley Cyrus to powinnaś pożegnać się z metalem, bo jak to wygląda. Sama lubię metal (nie wszystkie gatunki) i core'y, ale czy to znaczy, że nie mogę już przesłuchać/kojarzyć nawet jednej piosenki? No człowiek powinien się zachlastać.. A tym bardziej, że muzyka jest stworzona po to by pozwolić nam się realizować i przede wszystkim po to żeby łączyć ludzi.. Czy jeśli ktoś słucha Justina Bieber'a czy Weekend'u czy jest gorszy? Bo ja nadal nie widzę w tym sensu..
       Po raz kolejny props dla wytrzymałych bo tym razem mamy 2:26, a moja składnia/spójność/ortografia w dalszym ciągu leży i śpi.


xoxo,
Martyna:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prawie forum dyskusyjne